Tożsamość i charyzmat Karmelu

Karmel to drzewo o trzech gałęziach. Każda z nich charyzmat Karmelu przeżywa zgodnie ze swoim powołaniem. Każda niepowtarzalna, niezbędna i jednakowo wartościowa. My, świeccy karmelici, jesteśmy jedną z nich. Naszym powołaniem jest wierność codzienności w swoim życiu, które trzeba zawierzyć Jezusowi. To codzienne spotkania i czas przebywania z Nim budują naszą przyjaźń „z Tym, o którym wiemy, że nas kocha”. To jest fundament naszej tożsamości.

W 5 punkcie I rozdziału naszych Konstytucji znajdujemy odwołanie do proroka Eliasza, inspiratora życia w obecności Bożej, poszukującego Boga w samotności i milczeniu, łączącego w sobie słabość z gorliwością dla Bożej chwały, przeżywającego momenty ucieczki i wewnętrzne konflikty, ale też pragnienie służby Bogu. Przez jego doświadczenie Bóg poucza nas, że wszystko może być dla nas drogą do Niego, jeśli Mu zaufamy.

Sięgając dalej do naszej Konstytucji w punkcie 22 rozdziału III A w świetle wiary, nadziei i miłości podejmujemy zobowiązanie przyjęcia wszystkiego, co tworzy strukturę naszej egzystencji: pracę, cierpienia, troski, niepewność, chorobę i uczynić to treścią dialogu z Bogiem. Punkt 17 tegoż rozdziału zobowiązuje do życia w posłuszeństwie Jezusowi Chrystusowi, przez „rozważanie w dzień i w nocy Prawa Pańskiego i czuwania na modlitwach”, by one przenikały całe życie świeckiego karmelity, by mógł chodzić w obecności Bożej.

Nieustanność modlitwy w Karmelu to nieustanność wewnętrzna, która bierze nie tylko czas, ale bierze duszę, bierze życie. Bóg szuka nas i oczekuje w ukrytej izdebce modlitwy wewnętrznej, by z Nim spędzić trochę czasu.

Nasi bracia z Góry Karmel nie mieli wielu wspólnotowych, uroczystych modlitw, ale wszystko, co czynili, wypełniali modlitwą. A były to modlitwy spontaniczne, nagłe, żarliwe, wyznaczone raczej wołaniem i drżeniem serca niż ułożonymi myślami. Biegły ku Bogu prosto, szybko, gwałtownie. Były zwyczajem, czymś najpiękniejszym i dla nich najcenniejszym, gorącym pragnieniem wyrażanym także na zewnątrz przez porywy serca.

Takiej modlitwy uczyła św. Teresa od Jezusa. Na każdej stronie jej dzieł jest tyle westchnień, okrzyków, wołań, zapałów i miłości. Wszystko co postrzegał św. Jan od Krzyża, wprawiało go w zachwyt, kontemplację, uniesienie. Świat i stworzenie postrzegał nie materialnie, ale jako obraz Boga, Jego ślad, znak Jego obecności, a „nic, nic, nic…” mówiło o przezroczystości rzeczy dla Boga. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus swoje okrzyki wyrażała wielokropkami.

Ta modlitwa gorącego pragnienia, która zwyczajne wydarzenia życia przekształca w kontemplację, ma jeszcze inny wymiar, bardziej systematyczny, w postaci ćwiczenia modlitewnego, które wchodzi w historię duchowości chrześcijańskiej, a szczególnie karmelitańskiej. Jest nazywana „obecnością Bożą”. Filarami tej duchowości są: modlitwa wewnętrzna, Słowo Boże, Eucharystia i wspólnota. To jest nasz charyzmat.

O praktykowaniu Bożej obecności.

Nie mogę zrozumieć, jak osoby zakonne mogą żyć w zadowoleniu, bez praktykowania Bożej obecności. Bóg nie znosi, żeby dusza, która chce całkowicie należeć do Niego, czerpała pociechę od kogo innego, jak tylko od Niego: to bardziej niż rozumne.

br Wawrzyniec od Zmartwychwstania

Czym jest w naszym życiu obecność Boża, jak ją praktykować, jak osiągnąć, by nie usłyszeć wyżej wspomnianego zarzutu?

Pozwólmy się poprowadzić skromnemu karmelicie bosemu, który mając 24 lata jako Mikołaj Herman przywdziewa habit w paryskim klasztorze i przyjmuje imię Wawrzyńca od Zmartwychwstania. Długie doświadczenie przekonało go, że praktyka obecności Bożej była doskonałym środkiem, by od medytacji, także z trudnościami, dojść do głębokiego zjednoczenia z Bogiem. Przekazuje nam konkretne, dojrzałe wskazania zawarte w listach, maksymach duchowych i rozmowach ze współczesnymi.

Urodził się w 1614 r. w małej miejscowości Herimenil w Lotaryngii, w ubogiej, pobożnej rodzinie. Niewiele jest wiadomości o jego życiu do 18 roku. Wtedy miało miejsce wydarzenie, które w znaczący sposób zaważyło na jego przyszłości. Stojąc w zimie pod drzewem ogołoconym z liści i rozważając czas, kiedy okryje się kwiatami, a potem owocami, doświadcza widzenia Bożej opatrzności i Jego potęgi. To jest początek jego zażyłości z Obecnym, Żywym Bogiem. Ten obraz pozostał na zawsze w jego pamięci. Niedługo potem bierze udział w wojnie 30-letniej (1618-1648). Podczas walk dwukrotnie został ocalony od śmierci i z licznymi ranami wraca do domu. Ciężar grzesznego żołnierskiego życia i wielu łask Bożych, jakich doświadczył, kieruje go do pustelni. Rozeznaje jednak wkrótce, że ta forma życia nie jest jego powołaniem. Wędruje do Paryża i pracuje jako służący. Modląc się często w katedrze Notre Dame szuka swego powołania. Z pomocą przychodzi mu wuj Jan, karmelita bosy, konwers, z którym co jakiś czas się spotyka. Rozpoznanie swego powołania realizuje 10 sierpnia 1640 r., w rocznicę odniesionych ran, prosząc, by zawsze mógł pozostać nowicjuszem. Po dwóch latach z niedowierzaniem przyjmuje wiadomość o dopuszczeniu do złożenia profesji wieczystej, co czyni 14 sierpnia 1642 r.

Prowadzi proste życie zakonne, otwarte z miłością na Obecnego, na braci, na styl życia, miejsce i sytuacje. Podejmuje wszystkie zadania i trudności – także cierpienie – z miłości do Boga. O takiej miłości powie pod koniec XX wieku J. Ratzinger – Benedykt XVI, że „może wywierać całą moc wtedy, kiedy będzie zakorzeniona w konkretnej wspólnocie, małej wspólnocie opartej na braterskiej miłości”.

Początkowo z trudem praktykuje nieustanną modlitwę, zdarzało mu się spędzać cały czas na odrzucaniu myśli, później mógł stwierdzić, że nie widzi już różnicy między modlitwą w czasie, a resztą życia.

Pierwsze 10 lat to trudne doświadczenie nocy ciemnej, doświadczenie czyśćca, grzeszności, odrzucenia przez Boga. Wstrząsy i niepokoje narastały, ale rosło też zaufanie Bogu i wiara.

Najpierw przez 15 lat był kucharzem, choć z natury czuł do kuchni największą odrazę. Cierpliwie i z ogromną troską, by czynić to dla Jezusa, obsługuje ponad 100 zakonników, robotników i ubogich. Po tym trudnym okresie podejmuje decyzję pozostania w Karmelu. Przyjmuje też nową posługę szewca, która daje mu więcej samotności i milczenia. Choć zapewne wymagania ówczesnych były mniejsze niż dziś, wszystko stara się czynić z największą miłością i dobrocią dla Obecnego i dla swoich braci, by nie cierpieli z jego powodu.

Jakże bliska sercu brata Wawrzyńca była zachęta św. Jana od Krzyża:

Staraj się trwać zawsze w modlitwie i pośród zajęć fizycznych jej nie zaniedbuj. Czy jesz, czy pijesz, czy rozmawiasz, czy cokolwiek innego czynisz, staraj się tak postępować, by pragnąć Boga i kierować do Niego uczucia swego serca, by każda myśl duszy była skierowana do Boga.

św. Jan od Krzyża

Po latach może wyznać:

Porzuciłem wszystkie moje praktyki pobożnościowe i modlitwy, które nie są obowiązkowe i zajmuję się jedynie tym, by zawsze trwać w tej świętej obecności przez prostą uwagę i miłosne spojrzenie na Boga, którą mógłbym nazwać rozmową milczącą i tajemniczą duszy z Bogiem, która jak gdyby nigdy się nie kończy.

br. Wawrzyniec od Zmartwychwstania

Trwając w tej obecności 51 lat w zakonie, w pogodzie ducha i pełnej świadomości, umiera 12 lutego 1691r. w 77 roku życia.

Czym jest Boża obecność w naszym życiu?

Według Brata Wawrzyńca jest to przylgnięcie naszego ducha do Boga, miłosne, łagodne spojrzenie na Boga, milcząca z Nim rozmowa w każdej sytuacji, w każdej chwili, bez reguły i miary.

Nabycie takiej praktyki to sprawa najświętsza, najpowszechniejsza i najbardziej potrzebna w życiu duchowym. Uczenie się jej przebiega etapami, ale trzeba być jej wiernym. Z doświadczenia wie dobrze, że dokonuje się to w głębi, w centrum duszy, dlatego bez łaski nic nie można zrobić. Im bardziej bowiem dusza pragnie doskonałości, tym bardziej zależna jest od łaski. Bóg jej zawsze udziela przez czystość życia i wierność praktykowania, bez niepokojów i wzburzenia.

Trzeba też troskliwie poznać siebie i oddać do dyspozycji Bogu, bo bez poddania serca i ducha woli Bożej nie ma doskonałości.

Trzeba poznać i uznać swoją małość, zbadać jakie cnoty są nam najbardziej potrzebne, które najtrudniej osiągnąć, poznać najczęstsze upadki.

Brat Wawrzyniec, wiedząc jak trudny może być początek tej świętej praktyki, podpowiada jak uformować w sobie nawyk wewnętrznego spojrzenia na Boga, łagodnego i z miłością, przed i po każdym działaniu wewnętrznym i zewnętrznym:

Czynić to bez przymusu, w prostocie, bez pośpiechu.

Podczas pracy i innych działań, w czasie lektury, pisania, czy nawet odmawiania na głos modlitw, zostawić krótką chwilę na adorację Boga w głębi naszego serca, kosztować Go jakby przelotnie i jakby ukradkiem, rozmawiać serdecznie, w wielkim i głębokim pokoju, podejmować jedynie z miłości i dlatego, że Bóg tego chce.

br. Wawrzyniec od Zmartwychwstania

Taka adoracja Boga, pokorna i ukryta, widoczna tylko dla Boga, często powtarzana stanie się czymś naturalnym, a Bóg będzie jakby jednością z naszą duszą, a nasza dusza jednością z Bogiem.

Co może być bardziej miłego Bogu niż porzucenie tysiące razy stworzeń, świata, by Go adorować, wychwalać, prosić, ofiarować Mu swoje serce? A ciesząc się przez chwilę Stworzycielem, zwracamy się do Niego dając świadectwo naszej wierności, porzucając miłość własną.

Działanie rozumu nie ma znaczenia, to działanie woli jest wszystkim.

Potrzeba tylko decyzji, by iść za Bogiem, by przylgnąć do Niego, kochać Go i cieszyć się Nim. Jeżeli wyrzekniemy się tego, co nie prowadzi do Niego, będziemy pamiętać o ciągłej i prostej rozmowie z Nim.

Jeżeli wierzymy, że Bóg jest w naszych sercach, że jest niezależny i nieskończony, że od Niego zależą wszystkie stworzenia, to zgodnie ze sprawiedliwością tylko Jemu winni jesteśmy wszystkie nasze myśli, słowa i działania.

Trzeba uznać, że jest normalnym poddać się Opatrzności, znosić trudy, pokusy, podporządkować serce i ducha. Oddać nędze i słabości, bo świat, natura i diabeł ćwiczą nas w działaniu wbrew naszej woli. Św. Augustyn wyraził to w Wyznaniach: „Daj Panie co rozkażesz, a rozkaż co zechcesz”, a św. Jan od Krzyża przypomni, że: „Jedna myśl człowieka ma wartość większą niż cały świat, dlatego Bóg tylko jest jej godzien”.

Czy tak czynimy? – pyta brat Wawrzyniec.

Kto będzie tak nieroztropny, by odmówić Bogu chociaż chwili miłości, służby, adoracji, którą jesteśmy Mu winni? Bóg jest obecny we mnie i dla mnie, ja jestem w Jego obecności. Przez to ćwiczenie się w Bożej obecności czas, jaki otrzymuję, mogę Mu poświęcić, ofiarować na służbę, uczynić z niego narzędzie, zaakceptować wszystko, co otrzymuję. Boża Obecność jest życiem, pokarmem duszy, dostępna dzięki łasce.

Nie trzeba zawsze być w kościele, żeby przebywać z Bogiem. Możemy zamienić nasze serce w oratorium, do którego od czasu do czasu odejdziemy od innych zajęć – żeby tam z Nim porozmawiać pokornie, łagodnie, z miłością. Wszyscy są zdolni do tych poufnych rozmów z Bogiem, jedni bardziej, inni mniej. On zna nasze możliwości.

Dla opanowania tej praktyki potrzeba czasu i trudu, dlatego nie należy się zniechęcać, gdy ktoś nie jest w niej jeszcze biegły. Trzeba się zatroszczyć, by serce było pierwsze i ostatnie w miłowaniu Boga, by było na początku i na końcu naszych wszystkich działań duchowych i cielesnych, a Pan niespostrzeżenie, przez obfitość łask, poprowadzi ku prostemu spojrzeniu, miłosnemu widzeniu Boga wszędzie obecnego, co stanie się najskuteczniejszym sposobem modlitwy.

Brat Wawrzyniec wyznaje, że na początku nigdy nie mógł odprawić modlitw jak inni. Czasem całą noc spędzał na odrzucaniu myśli i ponownym w nie wpadaniu. Kiedy doszedł do wniosku, że najszybciej można dojść do jedności z Bogiem przez miłość, znajdował radość w czynieniu małych rzeczy z miłości do Boga. Nie szukał pociech, bo wszystko czynił z miłości. Przestrzega, że wszelkie możliwe pokuty pozbawione miłości nie zmażą żadnego grzechu, bo odpuszczenia oczekujemy od krwi Jezusa, a zatrzymując się na nich i różnych ćwiczeniach, gubimy miłość, a tylko ona jest celem.

Po okresie ciężkich prób i niepokojów nocy ciemnej, czas jego modlitwy nie różni się od innego czasu, gdyż jest zawsze blisko Boga. Cokolwiek czyni, czyni to z miłości do Boga w całkowitym posłuszeństwie, oddaniu i zaufaniu. Czy Bóg prowadzi go przez cierpienie czy przez radości, uczy pokory i ożywia wiarę.

Przez cierpienie ciała Bóg leczy dusze. A na choroby trzeba patrzeć jak na łaskę z ręki Boga, a nie jak na udrękę natury.

Wierność w czasie oschłości i cierpienia, które są próbą naszej miłości do Boga, sprawia, że przebywamy długą drogę nawet jednym aktem.

By poznać czego Bóg od nas oczekuje i w jakim stopniu, trzeba czuwać nad wszelkimi poruszeniami, zarówno w sprawach duchowych, jak i pospolitych. Bóg daje bowiem światło tym, którzy naprawdę pragną do Niego należeć.

Przez Bożą obecność i wewnętrzne spojrzenie dusza niemal całe swoje życie przeżywa na nieustannych aktach miłości, adoracji, skruchy, zaufania, dziękczynienia, ofiary i innych najwspanialszych cnotach. Czasami stają się nawet tylko jednym aktem, który już się nie rozwija, bo dusza trwa nieustannie w tej Bożej obecności. Brat Wawrzyniec mawiał, że aby przylgnąć wyłącznie do woli Bożej, trzeba kultywować wiarę, nadzieję i miłość. Wszystko inne jest obojętne. Dla tych, którzy praktykują i trwają w tych trzech cnotach, wszystko jest możliwe, gdy ich celem jest już w tym życiu najdoskonalej czcić Boga, jak tylko mogą i mają nadzieję w wieczności.

Tu, na ziemi zaś, pełnić we wszystkim wolę Bożą: nie uczynić, nie powiedzieć, nie pomyśleć niczego, co mogłoby Mu się nie spodobać. Nie podnieść źdźbła z ziemi wbrew rozkazowi Boga i to jedynie z czystej miłości do Niego. Jeśli będziemy Go kochać, będziemy też myśleć o Nim bardzo często, bo tam nasze serce, gdzie nasz skarb.

Brat Wawrzyniec zaznacza jednak, że mało jest osób, które Bóg tak wyróżnia, gdyż jest to Jego darem. Wszystkim jednak, którzy z pomocą Jego zwyczajnych łask wiernie praktykują trwanie w Bożej obecności, pozwala osiągnąć stan modlitwy bliski prostemu wejrzeniu.

Jest to realna nadzieja bo,

Pan objawia się każdemu z nas w sposób inny niż komukolwiek, więc moja modlitwa może być taka, jaką się nikt nie modlił – modlitwą domową Karmelu – moim życiem.

Kard. Anastasio Ballestrero OCD

Przepis brata Wawrzyńca, kucharza

Praktyka święta, zwyczajna, konieczna:
zatrzymać się tak często, jak można.
Bóg w głębi serca przez kilka małych chwil,
Tylko On – wielbić. Wszystko w tajemnicy.

Nieco wysiłku, wyrobić nawyki:
Przedstawiać wszystko,  co się czyni, Bogu
Wystarczy miłość – nie trzeba dzieł wielkich,
Pokój, łagodność – bez żadnej reguły.

Patrzeć na Boga. Nie patrzeć na siebie
i nie zabiegać o swą doskonałość,
a uchybienia mieć za rzecz zwyczajną.

Miłość jest wszystkim. Reszta – czas stracony –
więc nawet słomkę z miłości ku Bogu
z ziemi podnosić. Słowa w małej cenie.

Michał Płoski, „Notatki z pustelni”

Opracowano na podstawie:

  1. Brat Wawrzyniec od Zmartwychwstania, „O praktykowaniu Bożej obecności”
  2. Kardynał Anastasio Ballestrero OCD, „Żyć w całkowitym oddaniu się Jezusowi Chrystusowi”
  3. Prawo własne OCDS Prowincji Warszawskiej
  4. o. Krzysztof Górski OCD, “Mały komentarz do Konstytucji OCDS”
%d bloggers like this: