Załopotała moja dusza
jak kuropatwa spłoszona
nie strachem
ale miłością
jak ocean wielką
co wlewa się do serca mego

Maryjo przytulę się
choć na chwilę
do zranionego policzka Twego.

Jadę z moją Wspólnotą i Bractwem Szkaplerznym do miejsca, po którym kroczyły ludzkie stopy, a może jeszcze bardziej serca od początków XV wieku: bernardynów, starców i chorych, reformatorów, emerytowanych księży i w końcu naszych ojców karmelitów, bym mogła być tu dziś i ja. Trudy podróży niweluje zupełnie wspólne obdarowywanie się życzliwością, radością, dobrym humorem, a nade wszystko modlitwą pod życzliwym i troskliwym okiem ojca Marka Kępińskiego OCD.

Dokucza mi upał i brak odpoczynku, ale tajemnice różańcowe z Małą Arabką przeplatane ciszą i medytacją porywają ponad wszelkie potrzeby i niewygody. Z mojego trudu zaczyna rodzić się świadomość i namacalne odczucie czyjejś niewidzialnej pomocy.

Sobota. Prawie nie spałam, ale nie chcę stracić tego dnia. Najpierw długi spacer po polach drogą pod kwitnącymi lipami. Ileż piękna i zapachów zabieram Ci dziś, Maryjo, z Twojej zamarteńskiej ziemi, z tego zakątka tak pięknego. Zabieram bukiet i piękno, a modlitwą oddaję wszystko, czym jestem i co stanowi moje życie i wszystkich tych, których postawiłaś na drodze mojego życia.

Rozważanie, Eucharystia, procesja z figurką Maryi. Kolejne spotkania pełne łask, które głęboko dotykają moją duszę i wszystkich wokół mnie czekających na spotkanie z Panem. Myślałam, że jest to czas dla mojego Boga i Maryi, ale czuję go bardziej jako czas dla mnie i tych wszystkich, którzy ubogacają mnie i siebie samych swoją życzliwością, pomocą i przyjaźnią. Odkrywam, jak małe jest moje serce.

Szybko mija czas. Już droga powrotna. Zapraszają tych, którzy byli po raz pierwszy, by dali świadectwo. Mówią do mnie, a ja nie mogę, bo mam tak zbombardowane serce niepojętą miłością, ze ogarnąć jej nie mogę i radością, którą chyba wszyscy słyszą, choć modlę się w milczeniu. Nie idę, choć dalej zapraszają, boję się, by nie uszła z mojego serca żadna cząstka mojej tajemnicy, jak aromat olejku z otwartego flakonika. Cóż zresztą mogę powiedzieć tym, którzy są tu po raz kilkunasty, jak zakochana w Maryi Magda i Modesta, i Robert, i z ofiarnym sercem Janina… Jestem tu dziś i ja! Jestem i tu zostaje moje serce!

Jestem dziś z Tobą
przez moją wiarę
jak kwiat pod słońcem
jak pisklę pod piórami
jak zieleń pod rosą
jak dziecko pod sercem kochającej matki
i niech mi nikt nie zadaje zagadki
dlaczego mam wiarę pełną pokoju i radości

przecież nic i nikt
nie może żyć
bez Matczynej miłości.