Programowi duszpasterskiemu Kościoła w Polsce na lata 2017-19 towarzyszą słowa: „Duch, który umacnia miłość”. Pierwszy rok przebiegał pod hasłem: „Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym”, bieżący zatytułowany jest: „W mocy Bożego Ducha”. W związku z tym  Warszawska Wspólnota OCDS postanowiła przeznaczyć trochę czasu, aby przyjrzeć się działaniu Ducha Świętego w życiu jednej ze świętych Karmelitanek Bosych – Małej Palestynki.

Mariam – Mała Palestynka

Duch Święty, jak dowiadujemy się z jej życiorysu, przychodził do niej jako Pocieszyciel. Modliła się do Niego nieustannie słowami:

Duchu Święty, natchnij mnie.
Miłości Boża, pochłoń mnie.
Z Jezusem błogosław mi.
Od wszelkiego zła,
Od wszelkiego złudzenia,
od wszelkiego niebezpieczeństwa  
Zachowaj mnie. Amen.

modlitwa Małej Arabki do Ducha Świętego

Jego „jedna kropla” wlana w duszę pełną smutku sprawia, że powraca do niej pokój i bezpieczeństwo, w którym można spotkać Jezusa.

Duch Święty złożył w pokornej Małej Arabce niezwykłe dary. Arcybiskup Lyonu, kardynał Sevin powiedział:

„Bóg umieścił wśród nas tak niezwykłą duszę, by przeciwstawić naszemu zlaicyzowanemu światu życie prawdziwie nadprzyrodzone, o jakim nie słyszały nawet pustynie”.

kard. Sevin

Mariam urodziła się 5 stycznia 1846 r. w Abellin, w małej wiosce położonej niedaleko Nazaretu. Jej rodzice Jerzy i Maria Baouardy byli katolikami obrządku melchickiego. Po ludzku można powiedzieć, że los im nie sprzyjał, gdyż oprócz przeżywanego ubóstwa pochowali dwunastu synów w wieku niemowlęcym. Jednak ich wiara była tak silna, iż zaufali Bogu do końca. Wybrali się na pieszą pielgrzymkę do położonego 170 km od ich miejsca zamieszkania Betlejem i w miejscu, gdzie Matka Boża porodziła Syna, modlili się do Maryi o dziecko. Matka Boża wysłuchała modlitw i na świat przyszła dziewczynka, której na imię dali Mariam, aby podziękować Matce Najświętszej za tak wielki dar. Później urodził im się jeszcze syn, któremu dali na imię Paweł.

Mariam dorastała w świętości, co się przejawiało w jej życiu i zabawach. Bardzo wcześnie nabrała świadomości przemijania każdej rzeczy: kiedy dostała w prezencie ptaszki w klatce, chciała się im przysłużyć i wykąpała je chcąc, żeby były czyste. Niestety ptaszki kąpieli nie przeżyły, co bardzo zasmuciło dziewczynkę. Kiedy je zakopywała usłyszała wyraźny głos: „tak oto wszystko mija! Jeśli chcesz dać mi swoje serce, to ja zostanę na zawsze”.

Już jako dziecko oddalała się od hałaśliwych miejsc, gdzie się bawiły dzieci, cała zajęta myślami o Bogu, poszukując samotności. Ulubioną zabawą Mariam było wykopywanie dołków, w których kładła się i starała się w nich zasypywać,  wyrażając w ten sposób tęsknotę za niebem i pragnąc jak najszybciej tam się znaleźć.

Parę lat po narodzeniu syna, rodzice Mariam, jedno po drugim, umarli. Przed śmiercią ojciec zawierzył ją świętemu Józefowi, do którego miał wielkie nabożeństwo, tymi słowami: „Wielki Święty, oto moje dziecko, jej Matką jest Dziewica Maryja, racz czuwać także nad nią, bądź jej Ojcem”. Mariam te słowa słyszała do końca życia. Po śmierci rodziców dzieci zostały rozdzielone. Chłopcem zajęła się ciocia – siostra matki, natomiast Mariam zaopiekował się stryj. Mariam w swoim pokoju utworzyła miejsce do modlitwy, gdzie umieściła obraz Matki Bożej, codziennie zapalała świeczkę i zmieniała kwiaty, tak aby Maryja zawsze miała je świeże. Było to stałe miejsce modlitwy, której oddawała się nawet nocami, zatracała się w kontemplacji i umartwiała się. Matka Boża wynagrodziła jej wierne modlitwy, ukazując jej cud – kwiatki, które ciągle wymieniała na świeże pewnego razu wypuściły korzenie i pąki.

Mając siedem lat pragnęła przyjąć do swojego serca Pana Jezusa w Komunii Świętej. Spowiadając się regularnie co tydzień, każdorazowo pytała spowiednika, czy już może przyjąć Pana Jezusa i za każdym razem słyszała odpowiedź – „chętnie moje dziecko, ale trochę później’’. Pewnego dnia ubrała się odświętnie i udała do spowiedzi. Z nadzieją ponowiła swoją prośbę o Komunię, a ksiądz wypowiedziawszy ,,chętnie’’, zapomniał dorzucić „ale trochę później’’. Tak oto Mariam pobiegła do ołtarza i przyjęła Komunię Świętą – poczuła w sercu pierwszy pocałunek Zbawiciela.

Gdy Mariam osiągnęła wiek 13 lat, stryj postanowił, zgodnie z panującym zwyczajem, wydać ją za mąż. Dziewczyna była zrozpaczona, bo już dawno oddała swoje serce Jezusowi. Całą noc leżała krzyżem na ziemi, wylewając łzy i błagała swoją Mamę z nieba by jej pomogła. Nagle usłyszała głos: „Mario Jestem zawsze z tobą, idź za natchnieniem, które ci daję, pomogę ci.” Maria na znak sprzeciwu dla małżeństwa obcięła swoje długie włosy, położyła na tacy i podczas przyjęcia przedślubnego zamiast kawy zaniosła swoje włosy na tacy. Rozwścieczony stryj wymierzył Marii policzek i aby ją upokorzyć odesłał ją do pracy razem ze swoimi niewolnikami i trzymał ją z dala od kościoła. Po trzech miesiącach udała się do byłego służącego stryja – muzułmanina, prosząc, aby dostarczył list jej bratu, którego dawno nie widziała. W rozmowie muzułmanin zaproponował jej zmianę wiary na islam. Wówczas Mariam pokazując krzyż, który nosiła na szyi, zdecydowanie odpowiedziała, że jest córką Kościoła Katolickiego i nie zamierza tego zmieniać. Zirytowany taką odpowiedzią muzułmanin maczetą podciął jej gardło, a następnie wraz z rodziną wyniósł zawinięte ciało w ciemny zaułek i tam porzucił.

Wtedy wydarzył się kolejny cud w życiu Mariam: po długim czasie ocknęła się w jakiejś grocie, a przy niej krzątała się, nie odzywając się, ubrana na niebiesko Pani. Później uświadomiła sobie, że to Najświętsza Panienka opiekowała się nią przez miesiąc. Pod koniec tego okresu Opiekunka podała jej talerz zupy o niezwykłym, niebiańskim smaku. Gdy Maria poprosiła o dokładkę, Pani powiedziała jej: „Mario na teraz wystarczy: później dam ci znowu. Zapamiętaj to sobie, abyś nie czyniła tak, jak te osoby, które uważają, że nie mają nigdy dość”. „Zawsze bądź zadowolona pomimo wszystkiego, co przyjdzie ci wycierpieć, Bóg, który jest tak dobry, da ci to co jest niezbędne.” Kiedy Mariam doszła do zdrowia Niebieska Pani zaprowadziła ją do kościoła w Aleksandrii i wskazała na konfesjonał, a następnie zniknęła, pozostawiając tam Marię. Lekarze, którzy oglądali ranę na szyi Marii stwierdzili, że nie powinna przeżyć, gdyż rana była bardzo duża i głęboka oraz zostały przecięte 3 kręgi tchawicy.

Maria przez jakiś czas pozostawała w ukryciu, pracując jako służąca w bogatych domach, które często zmieniała, aby nie dopuścić do przyzwyczajania się do mieszkańców. Pozostawała dłużej w domach, gdzie była gorzej traktowana i upokarzana, mając świadomość, że to ją wzmacnia duchowo i ćwiczy w pokorze.

Pewnego dnia opowiedziała pewnemu arabskiemu biskupowi swoją historię prosząc o zachowanie tajemnicy. Tenże biskup chciał zabrać ją do Rzymu, lecz ona wybrała inną drogę i wsiadła na statek, który płynął do Bejrutu. W Bejrucie wstąpiła na służbę. Po sześciu miesiącach w dziwnych okolicznościach straciła wzrok. Kiedy po 40 dniach ślepoty modliła się do Najświętszej Dziewicy i prosiła o przywrócenie wzroku, ku zdumieniu lekarzy odzyskała wzrok.

Następnie Maria popłynęła do Marsylii, gdzie również służyła w zamożnych domach. Zarobione pieniądze w większości przeznaczała na pomaganie ubogim i potrzebującym.

Zaczęła doświadczać coraz intensywniej nadzwyczajnych łask, które wzrastały proporcjonalnie do wierności Marii. Przeżyła pierwszą ekstazę, która trwała dwie godziny. Kiedy w ekstazie podeszła do Stołu Pańskiego, zawołała w momencie przyjmowania Komunii Świętej: „Mój Ojcze dajesz mi Twoje Dziecko!” – i padła jak martwa. Mimo interwencji lekarzy nie można jej był przywrócić do przytomności. Pozostawała w tym stanie cztery dni,  a jej pełna życia twarz wskazywała, że nie umarła. Przebywała wówczas z Maryją Dziewicą, aniołami i niezliczoną rzeszą dziewic. Podczas tej ekstazy Pan poprosił Marię o post o chlebie i wodzie przez cały rok, aby zadośćuczynić za innych, za grzech łakomstwa oraz prosił o ubieranie się możliwie najbardziej ubogo, aby wynagrodzić za grzech próżności.

Kapłan, który znał Marię zaproponował jej wstąpienie do klasztoru, na co wyraziła zgodę i wstąpiła do klasztoru św. Józefa w Marsylii. Ponieważ nie znała dobrze francuskiego, została wyznaczona do prac kuchennych. Nadzwyczajne łaski ujawniły się tam bardzo wyraźnie. Pośród tych darów Maria okazywała pokorę w każdym doświadczeniu, umiłowanie najniższych prac, miłość, oddanie i wielką uprzejmość. Tam również po raz pierwszy otrzymała stygmaty: rany korony cierniowej i pięć ran na ciele, które przeżywała co piątek.

Gdy jej postulat dobiegał końca, rada zebrała się, aby ustalić czy ma być dopuszczona do obłóczyn. Większość sióstr zdecydowała, że zostanie odesłana z klasztoru z powodu otrzymanych przez nią darów nadprzyrodzonych, uważając, że nie jest to właściwe w zakonie czynnym, jakim jest Zgromadzenie Świętego Józefa. O jej cnocie dano najlepsze świadectwo.

Maria została przyjęta do Karmelu w Pau w 1867 r. Zaopiekowała się nią przełożona – matka Eliasza. Radość Mariam, kiedy wstępowała do Karmelu, była nie do opisania. Zrozumiała, że nareszcie trafiła tam, gdzie Bóg ją powołał. Była siostrą konwerską, czyli siostrą zajmującą się najniższymi pracami, ponieważ nie potrafiła pisać i czytać, a w związku z tym nie poradziłaby sobie z innymi czynnościami. Siostry, widząc tak wielkie nadprzyrodzone dary, których doświadczała, chciały ją nauczyć pisać i czytać, aby przenieść ją do chóru. Mimo ich starań, Maria nie była w stanie przyswoić sobie wiedzy. Widać wolą Bożą było co innego, Bóg chciał ją mieć prostą, zwyczajną, przy najniższych pracach. Mimo wszystko była bardzo zadowolona ze swojej pracy i wykonywała wszystkie powierzone jej zadania z radością, a miała przy nich wsparcie „istot niebieskich”. Często siostry widziały jak przy pracach ogrodowych ciężkie przedmioty, unosząc się, podążały za nią – takiej niezwykłej pomocy doświadczała. Nie można było również nie zauważyć widoku uniesionej na czubek ogromnego drzewa Marii w ekstazie, wpatrzonej w niebo i wielbiącej Boga. Siostry zastanawiały się jak to możliwe, że cienkie gałązki na czubku drzewa nie połamią się pod jej ciężarem. A trzeba zaznaczyć, iż ważyła wówczas ok. 100 kg.

Duch Święty napełniał ją modlitwą, a ona podczas ekstaz śpiewała pieśni uwielbiając Stwórcę – „Do Miłości mojej Miłości, przybądźcie królowie ziemscy! Przyjdźcie uwielbiajmy Go!…” Duch Święty również dał się jej zobaczyć – „Pan wszystko mi pokazał. Widziałam ognistą gołębicę. Zwróćcie się do ognistej gołębicy, do Ducha Świętego, który jest natchnieniem wszystkich…”, „Duch święty jest natchnieniem wszystkiego i daje nam poznać intencje Boga”. Doświadczywszy Jego obecności Mariam zachęcała wszystkich do wsłuchiwania się w Jego natchnienia. Duch Święty przygotowywał ją do przyjęcia Słowa, które ją głęboko przekształcało i do nawrócenia przez Nie. Wprowadzał ją do współpracy ze swoim dziełem, a ona wsłuchiwała się w Jego natchnienia i była mu oddana. Zachęca nas byśmy go również słuchali „Wzywajcie tego boskiego Ducha na początku waszej modlitwy, uznajcie waszą słabość, waszą biedę. Idźcie do Jezusa, proście Jezusa, żeby was oświecił, żeby przyciągnął was do Siebie…”, „przed modlitwą, przed pracą łączcie się z Duchem Świętym… Przed każdym waszym działaniem wzywajcie światła, łaski Ducha Świętego”.

Jednym z wielu nadprzyrodzonych darów były objawienia samego Jezusa, Matki Najświętszej oraz świętych, między innymi św. Teresy od Jezusa, św. Tomasza, św. Weroniki, św. Józefa, św. Łukasza, św. Eliasza. Przekazywali jej orędzia, wskazówki, proroctwa i słowa dotyczące jej znajomych, sióstr, kapłanów, biskupów, a nawet Papieża.

27 lipca, w oktawę świętego Eliasza, Maria przeżyła jeden z najszczęśliwszych dni swojego życia. Ojciec Saint-Guily, arcykapłan kościoła św. Marcina w Pau, nałożył Marii habit zakonny, lecz przy zamkniętych drzwiach, ponieważ uznano, że ze względu na jej częste ekstazy roztropnie będzie nie organizować publicznej uroczystości. Chrzestnymi, jakich sobie obrała, byli św. Eliasz i św. Teresa od Jezusa. Po obłóczynach jeszcze częściej zaczęła doświadczać ekstaz. Została przez Ducha Bożego porwana nawet w chórze, w obecności wszystkich sióstr.

Gdy zaczynała modlitwę, „Ojcze nasz…” nie mogła jej dokończyć, gdyż Duch Święty wprowadzał ją w ekstazę i uwielbiała Boga tak, jak Duch ją prowadził. Również gdy zaczynała modlitwę ,,Zdrowaś Maryjo’’, zatrzymywała się  na tych słowach i w ekstazie rozmawiała z Maryją.

Bóg nie oszczędził jej również cierpienia. W objawieniach dowiadywała się o datach śmierci niektórych sióstr, ojców, jak i matki przełożonej Eliaszy, z którymi musiała żyć, aż do wypełnienia się objawień. Otrzymała stygmaty, które pojawiły się już w zakonie św. Józefa. Przeżywała cierpienia Jezusa Chrystusa w piątki i w Wielkim Tygodniu. Kiedy cierpienia nowicjuszki potęgowały się, przenoszono ją do infirmerii. Siostry przechodząc obok czuły pełną słodyczy woń, która wydobywała się z jej ciała. Również jej welon i płaszcz wydzielały ten sam zapach. Całe życie Małej Arabki naznaczone było tajemnicą cierpienia. Czuła, że jest to dar łaski i coś, co upodabnia ją do Boskiego Zbawiciela. „Nasz Pan powiedział mi: Sądzisz, że tylko ty cierpisz? Cierpię więcej od ciebie: niosę cały ciężar waszych grzechów. Chcę, żeby nie było takiej chwili, w której byś nie cierpiała.” Być „od Jezusa Ukrzyżowanego” oznacza całkowite zjednoczenie z męką krzyżową.

Kolejnym darem i jednocześnie cierpieniem były dręczenia demona, które Bóg do niej dopuścił. Doświadczała ataków demonów i opętania, które szczególnie nasilały się w czasie postu i czasem trwały przez cały ten okres. Przy ostatnim opętaniu, jakie dopuścił do niej Bóg, szatan otrzymał od Boskiego Mistrza przyzwolenie na sto nowych ataków, ażeby Maria chociaż raz wydobyła z siebie skargę. Rozpoczęła się straszliwa walka. Z ust ofiary wypływała gwałtownie krew. Po każdym ataku Maria mówiła „Ofiaruję moje cierpienia Jezusowi i jestem gotowa znosić wszystko, czego On zechce, z ochotą, z miłością. Boże mój bądź błogosławiony!”. Po kolejnych atakach Maria również ofiarowywała wszystkie cierpienia Jezusowi i błogosławiła Go.

Można zapytać, w jakim celu Bóg dopuszczał takie szatańskie dręczenie niewinnej zakonnicy? Eksperci wyznaczeni przez Kościół jednogłośnie stwierdzili, że chodzi tu o to, co teologia mistyczna w świetle nauki doktora mistyki św. Jana od Krzyża nazywa biernym oczyszczeniem. Opętanie lub obsesja ukazują się jako doświadczenie zesłane przez Boga w celu całkowitego oczyszczenia duszy, umożliwienia jej zgromadzenia wielkich zasług za udział w dziele zbawienia grzeszników i przygotowania tym sposobem do jeszcze ściślejszego zjednoczenia ze Sobą.

W 1870 roku siostra Maria od Jezusa Ukrzyżowanego wyjeżdża do Mangalore w Indiach. Karmelici posiadali tam ważną placówkę misyjną, której centrum stanowiło miasto Mangalore. Wikariuszem apostolskim był bp. Maria Efrem. Podczas jego podróży po Francji, w czasie trwania Soboru, złożył wizytę Karmelitankom w Pau. Matka Eliasza opowiedziała mu o cudach jakich siostry były świadkami, a wówczas biskup poprosił o spotkanie z zakonnicą, obdarowaną tak hojnymi łaskami. Był urzeczony wielką prostotą połączoną z wieloma darami nadprzyrodzonymi. Na modlitwie przyszła mu myśl, aby zabrać zakonnicę do Indii w celu nawracania pogan. Zwrócił się do Matki Eliaszy z prośbą o zgodę na zatrzymanie siostry Marii w przyszłym klasztorze. Matka Eliasza oznajmiła, iż jest gotowa do założenia nowej fundacji. Gdy uzyskali zgodę na fundację i znaleźli sponsora, 6 karmelitanek, wśród nich s. Maria, udało się do Mangalore. Pokonały bardzo trudną drogę morską, podczas której wszystkie się rozchorowały, a Matka przełożona i dwie inne siostry nie przeżyły podróży, o czym siostra Maria usłyszała wcześniej w objawieniach.

W Mangalore ks. bp. Maria Efrem wziął Marię pod swoją opiekę. Często z nią rozmawiał i wysłuchiwał relacji z nadprzyrodzonych łask. Podczas jej rekolekcji przed ślubami chciał widywać się z nią nawet codziennie. Chciał mieć kontakt z duszą, którą miłość Boża porywała w każdej chwili do świata nadprzyrodzonego i która, pomimo to, pozostawała szczera i spontaniczna.

W Mangalore Maria doczekała się najwspanialszego przeżycia w swoim życiu. Nadszedł w końcu tak niecierpliwie oczekiwany przez Marię dzień profesji. Był to zapowiedziany jej w objawieniu przez nieżyjącą już Matkę Eliaszę dzień zaślubin z jej Umiłowanym, Jezusem, 21 listopada 1871 r., dzień Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny. Ks. Biskup Maria Efrem, który był zawsze blisko Mariam i znał doskonale jej cnoty, ośmielił się publicznie dać świadectwo o tym we wspaniałym kazaniu. „Moje kochane dziecko. Oto nadszedł tak upragniony dzień mistycznych zaślubin z Umiłowanym twego serca…”

Po założeniu Fundacji, niecały rok po profesji, 5 listopada 1872 r. siostra Maria od Jezusa Ukrzyżowanego wróciła do Karmelu w Pau. W dalszym ciągu pracowała jako siostra konwerska, ponieważ Bóg zechciał, by uwielbiała Go wykonując najniższe prace. W Pau spotkała ks. Piotra Estrate, przełożonego sercanów w Betherram, który podjął się kierownictwa duchowego, a po latach został jej biografem. Tu nadal doświadczała ekstaz, objawień i proroctw, przeżywała Mękę Pańską, ataki szatana, ale również dane było jej ujrzeć po Komunii świętej Ducha Świętego:

I ujrzałam przed sobą gołębicę, a nad gołębicą kielich, z którego się przelewało, tak, jakby wewnątrz tego kielicha było źródło, a to, co wylewało się z kielicha, zraszało gołębicę i obmywało ją. I usłyszałam głos, który wychodził ze wspaniałego światła i powiedział: Jeśli chcesz Mnie szukać, poznać Mnie i pójść za Mną, wzywaj światło, tzn. Ducha Świętego, który oświecił moich uczniów, i który oświeca wszystkie ludy, które Go wzywają…

5 listopada 1875 r. Mariam udała się do Betlejem w celu założenia kolejnej fundacji. Wiedziała już ze swoich objawień, że tam umrze i tak odnosiła się do swojej śmierci: „przyśpiesz Panie, przyśpiesz chwilę mojego odejścia, na ziemi tęsknię za Tobą! Jestem jak dziecko, które utraciło ojca i biegnie na jego poszukiwanie…”. W Betlejem oddała się bez reszty doprowadzeniu do końca prac budowlanych. Położenie klasztoru i konstrukcja zapisane były w odgórnych planach, a Mariam pilnowała, by zrealizować co do joty założenia „Głównego Architekta”. Gdy trafiła do Ziemi Świętej, usłyszała: „W kolebce ojca mojego, Dawida, postawisz mi dom”. W Betlejem, w czasie modlitwy na wzgórzu przeciwległym do wzgórza Bazyliki Bożego Narodzenia, ujrzała stado gołębi. „To tam zbudujemy klasztor” – zawołała. Mniszki nie miały dotąd pojęcia, że miejsce to od wieków były nazywane wzgórzem Dawidowym, bo znajduje się w nim grota, w której Dawid został namaszczony na króla. Widziała też, że dokładnie w tym miejscu odpoczywała Maryja, zanim porodziła Jezusa i że tu przychodził sam Jezus przed 40-dniowym postem.

Pewnego ranka chodząc po dziurawych schodach i pomagając pracownikom przy budowie, spadła i złamała lewe ramię w kilku miejscach. Mimo troskliwej opieki sióstr wdała się gangrena, która była powodem jej śmierci. Siostra Maria, zgodnie z tym, co zostało jej objawione, odeszła do Pana w 33 roku życia, 26 sierpnia 1878 r.

Po jej śmierci siostry od św. Józefa z Marsylii zażyczyły sobie mieć w swoim klasztorze serce Małej Arabki. Po wyjęciu i oględzinach jej Serca lekarze stwierdzili, że znajduje się w nim dziura (serce przebite ostrym narzędziem na wylot). Z  taką raną, według nich, człowiek nie powinien żyć. Jak dowodzą teologowie, Mariam doświadczyła zaślubin ze swoim Umiłowanym, co nazywane jest transwerberacją – miłosnym przebiciem serca, którego sprawcą jest sam Bóg. Tej łaski doświadczyli nieliczni święci, między innymi: św. Teresa od Jezusa i św. ojciec Pio.

Niezwykłe dary Ducha Świętego 

Duch Święty złożył w pokornej Małej Arabce niezwykłe dary, do których niewątpliwie należą ekstazy. Miały one miejsce w pralni, w ogrodzie, w kościele, w czasie składania ślubów zakonnych w Karmelu w Mangalore. Podczas jednej z nich słyszy słowa: „Świat śpi, a Bóg nieskończonej dobroci i godzien wszelkiej chwały jest zapomniany przez wszystkich! Patrz! Cała natura, niebo i ziemia uwielbiają Boga, a człowiek, który poznał wielkie dzieła Boże i winien Go uwielbiać, śpi! Chodźmy, rozbudźmy świat!”. Kolejny niezwykły dar to lewitacja – zdolność do uniesienia się w powietrzu. Siostry udokumentowały sytuacje, gdy siostra Maria wznosiła się na wierzchołek drzewa i tam wychwalała Boga. Na pytanie matki przełożonej, jakim sposobem wznosi się tak wysoko, odpowiedziała: „To Baranek wyciąga do mnie ręce”.

Siostra Maria przeżywała też objawienia. Ujrzała św. Józefa, św. Teresę, św. Jana od Krzyża, proroka Eliasza, św. Jana Vianneya. Całe jej życie było utkane objawieniami aniołów, Matki Najświętszej i przede wszystkim samego Chrystusa. Z jej ust wypływało wiele proroctw co do losów poszczególnych osób, a także klasztorów karmelitańskich w Mangalore, Betlejem i Nazarecie. Wielokrotnie przekazywała Ojcu Świętemu do Rzymu ważne informacje na temat Kościoła Świętego.

Siostra Maria miała też dar bilokacji oraz niezwykłą znajomość dusz i dar oglądania rzeczy oddalonych na znaczną odległość. To pozwalało jej łączyć się w modlitwie z ofiarami plagi głodu w Indiach, czy też cierpieć z mordowanymi w Chinach chrześcijanami. Biorąc pod uwagę fakt, że siostra Maria nigdy zbyt dobrze nie rozwinęła umiejętności czytania i pisania, również dar poetycki trzeba uznać za prawdziwy charyzmat. Pokorna i mała, posłuszna i nieufna wobec samej siebie.

Bóg żyje! Bóg jest Miłością! 

Jakie przesłanie dla współczesnego świata pozostawiła siostra Maria? Po pierwsze: istnieje rzeczywistość nadprzyrodzona. Bóg żyje! Bóg jest Miłością! Po drugie: Bóg przenika wszystko Swoją Miłością, a możemy to dostrzec wtedy, gdy staniemy się mali jak dzieci. Po trzecie: Duch Święty działa nieustannie w Kościele. To On składa w nas dary dla wspólnego dobra. Siostra Maria, jako córka Palestyny, jest też opiekunką wiernych tej ziemi, przykładem całkowitego poddania się woli Bożej oraz przywiązania do Ojca Świętego.

Mówiła o sobie: „jestem małym nic”. Śpiewała… unosząc się nad lipami. Żyła mimo poderżniętego gardła i przebitego na wylot serca. I widziała Ducha Świętego.

Dzień jej wspomnienia w kalendarzu liturgicznym przypada 25 sierpnia.